logo

W cieniu trzęsienia ziemi

Była 8 rano. Pracowaliśmy na szczycie wzgórza z kilofami, szykując nowe szlaki dla przyszłych turystów ciągnące się przez dziką dżunglę. Było jak zwykle pięknie, słonecznie i za gorąco. Pamiętam, że czułam się troszkę śpiąca, ponieważ poprzedniej nocy jak nigdy budziłam się przynajmniej 3 razy. Wstając do toalety przewróciłam wiatrak, potem zahaczyłam nogą o drzwi. Rano nie zawsze decydowaliśmy się wyruszyć do pracy, ale tego dnia akurat, mimo nieprzespanej w całości nocy, oboje zdecydowanie wyszliśmy z domu.

Pracowaliśmy już dobrą godzinę, gdy zupełnie niespodziewanie doszedł do nas ogromny huk, potem: dźwięk tak jakby z filmów katastroficznych w 3D, ryk krów, kogutów, szczekanie psów, szum drzew, a następnie wraz z ze zbliżającą się falą poczuliśmy narastające drżenie ziemi… Felek wrzasnął: na ziemie! To  trzęsienie!! – po czym upadł rozdzierając sobie całkowicie spodnie.

Byliśmy na szczycie wzgórza, więc mogłam zobaczyć aż po horyzont ten niesamowity popis natury –cała ziemia tańczyła jak szalona, wzbudzając oniemienie i strach nie do opisania w każdym stworzeniu. Najbardziej bałam się, że nasze trzęsące się wzgórze za chwile się rozstąpi.

Po 50 sekundach, które trwały w nieskończoność ustało. Co robimy?! Czy nasz dom jeszcze stoi? Czy wszyscy przeżyli? Zbiegliśmy jak najszybciej na dół nie czując pod stopami stabilnego gruntu, lecz słysząc dudnienie! Jakby pod spodem nie było już nic… Nie mogłam uwierzyć… Ziemia nas oszukała, zdradziła i zaśmiała się z nas i naszych żyć, pokazując swoją potęgę.

Przez pierwsze 36 godzin spaliśmy na dworze czując przez cały czas, mniej więcej co 5-10 minut potworne drżenia. Nadchodziły o różnej sile, więc żyliśmy w oczekiwaniu na większe. Zabijaliśmy czas i myśli grą w pokera, gotowaniem, szukaniem wody, której zaczęło po pierwszym dniu brakować.

DCIM100GOPROTak, nasze beztroskie, pełne przygód i ryzyka życie przerwało równo na półtora miesiąca trzęsienie ziemi o sile 7.2, piąte najmocniejsze zarejestrowane w historii Filipin. Trzęsienie zabrało kilkaset żyć, pozostawiło duże zniszczenia oraz traumę, która towarzyszyła mi przez długi czas. Nie raz mieszkając już w Manili budziłam się w środku nocy, kiedy tir na pobliskiej drodze przejechał z dużą szybkością, nie raz zdarzyło mi się poczuć w sklepie wibracje i ustawić się pod stabilną ścianą, nie raz w snach uciekałam z zawalającego się domu, nie raz opowiadaliśmy sobie te zdarzenie na nowo i nowo, aby przywyknąć i nie czuć ukłucia w sercu przy każdym kolejnym nawracającym wspomnieniu.

Między naszymi rozmowami często przewijały się katalizujące żarty. Ponieważ Mateusz po trzęsieniu trzymał się z nam wszystkich najlepiej, mieliśmy plan żeby zacząć bujać jego łóżkiem gdy będzie spał, ja miałam w tym czasie krzyczeć moją ulubioną frazę, wypowiadaną najczęściej podczas wstrząsów wtórnych gdy chłopcy wchodzili w kaskach do domu, aby wyjąć najważniejsze rzeczy: „MATEUSZ UCIEKAJ!!!! ZNOWU SIĘ ZACZYNA!!!” – krzyczałam, nawet gdy się nie trzęsło, z ogromnej obawy o chłopaków ;-)

Najzabawniej sytuację relacjonowała jednak nasza kochana koleżanka Kamila, która była z nami tego pamiętnego dnia na wzgórzu.

– Kamila, a jak ty pamiętasz ten dzień?

– Byliśmy w pracy. Nagle ziemia zaczęła się trząść, Felek krzyknął, upadł, rozdarły się spodnie, a potem to już nic nie pamiętam oprócz trzęsących się pośladków… ;-)

Lęk po dwóch miesiącach minął wraz ze wstrząsami wtórnymi, ale my nie przestaliśmy się jednak interesować tematem.  Zamiast subskrybować ulubioną muzykę i sprawdzać fejsbuka, siedziałam regularnie nad raportami biura sejsmologicznego. Odkryłam że: na Filipinach trzęsie się praktycznie codziennie, dowiedziałam się też  jakie zmiany na całej ziemi przyniósł ogromny wybuch wulkanu Pinatubo, oraz to, że Manila jest obecnie w ogromnym ryzyku bardzo mocnego trzęsienia.

uskok(1)

Najciekawszą jednak okazała się rozmowa, którą odbyliśmy jakiś tydzień temu z Carlosem Villaraza, inżynierem i wybitnym sejsmologiem, pracującym dla ONZ.  

Przede wszystkim zapytaliśmy się go od razu o przewidywane trzęsienia na Filipinach. Okazuje się, że najbardziej zagrożonym miejscem w tym momencie jest Ormoc na wyspie Leyte. Trzęsienia ziemi występują zazwyczaj dość regularnie – istnieje tzw. trend, czyli ilość lat, po których powinno nastąpić kolejny ruch płyt tektonicznych. W Ormoc należy spodziewać się bardzo mocnego w przeciągu najbliższych 5 lat. Jest to przykra wiadomość, ponieważ to właśnie tam w tym roku uderzył najsilniejszy tajfun powodując tak ogromne zniszczenia.

W „DUE” – czyli w momencie, w którym może już nastąpić trzęsienie ziemi jest sama Manila. Ostatni raz jedno z większych było w 1645, a tendencja jest 400letnia. Przewiduje się, że jeszcze w tym pokoleniu Manila, oraz cała wyspa Luzon tego doświadczy.

Sam scenariusz – jak mówi Pan Villaraza – wygląda dramatycznie. Na początku nastąpi przesunięcie płyt stykających się z zatoką Manilską. Obecnie jest to jedno z najbardziej aktywnych sejsmologicznie miejsc w kraju. Spowoduje to trzęsienie o sile około 8.2 odczuwalne na CAŁEJ wyspie Luzon, od Ilocos przez Mindoro aż do Palawanu. W wyniku tego zdarzenia, po 30 minutach przewiduje się 3 metrowe tsunami o potężnej sile, które wejdzie około 2 kilometry w głąb lądu na całej szerokości Zatoki Manilskiej.

 

Nie ma co pisać o liczbach ofiar, jedni podaję dziesięć tysięcy, inni trzydzieści, jeszcze inni sto. Najważniejsze jest to, że świadkami ziszczenia się tego scenariusza możemy być nawet jutro. A jeśli nie jutro to na pewno w tym  pokoleniu.

Jak przekonuje nas jednak Carlos Villaraza, to wszystko jest jak najbardziej naturalne. On sam, przeżył już ze względu na swoją pracę około 20 bardzo mocnych trzęsień. Od razu następnego dnia jest już na miejscu i sprawdza. Ziemia się trzęsie, więc żyje, oddycha. Przychodzi oczywiście cierpienie, ale wraz z nim pojawia się jeszcze więcej dobra, ludzkiej pomocy, wrażliwości na innych.

Filipińczycy zdają sobie sprawę z czyhającego tuż obok niebezpieczeństwa, mimo tego pozostają na to niejako obojętni. Władza nie podejmuje strategicznych decyzji, nie tworzy się żadnych ewakuacyjnych, a sami Filipińczycy wzdrygają się przy rozmowach o zbliżającej się katastrofie i wolą sobie tego po prostu nie wyobrażać. Zgodnie z gorącym duchem narodu, życie toczy się tu i teraz.

Nam udało nam się jedno doświadczyć i przeżyć, ale śmierć zajrzała mi pierwszy raz w oczy i nakazała natychmiastowo rozliczyć się z życiem! Mogłam więc przemyśleć wszystko i z całego serca podziękować Bogu, że żyję i mój mąż także. Mam teraz szansę zrobić jeszcze coś dobrego w życiu i oby tego dobrego było jak najwięcej!



2 Responses to “W cieniu trzęsienia ziemi”

  1. […] gdzie spotkaliśmy Kamilę (tak, to właśnie ta, która relacjonowała trzęsienie ziemi na Boholu TUTAJ). Zachwyceni opowiadamy nasze wrażenia, historie z pobytu, pokazujemy foty z Bangkoku, patrzymy na […]

  2. […] gdzie spotkaliśmy Kamilę (tak, to właśnie ta, która relacjonowała trzęsienie ziemi na Boholu TUTAJ). Zachwyceni opowiadamy nasze wrażenia, historie z pobytu, pokazujemy foty z Bangkoku, patrzymy na […]

Dodaj komentarz

Current ye@r *