logo

Mieszkanie w Manili – survival czy luksus? ;-)

„Pim pom! Proszę Państwa, pilot włączył sygnał zapięcia pasów, za chwileczkę podchodzimy do lądowania.” Budzisz się już prawie u celu, po minimum 17 godzinach podróży co najmniej dwoma samolotami, aby przetrzeć zmęczone oczy, podnieść lufcik w okienku i zobaczyć… ogromne miasto, nad którym unosi się coś na kształt – jakby to autor kryminałów napisał – ciemnych złowieszczych chmur! Pora dnia w zasadzie nie ma znaczenia.

DSC_0041

Chwilę później samolot ląduje i wychodzisz na światowej sławy terminal – w 2013 roku lotnisko w Manili zostało ogłoszone najgorszym na świecie. ;-) Nikt na Ciebie nie czeka, musisz iść dalej sam. Wychodzisz z budynku i nagle uświadamiasz sobie, że wszystkie swetry, kurtki przeciwdeszczowe, które targasz przez cały świat w plecaku, będą tu całkowicie zbędne. Jest pora sucha, wiec upał powoli zabija. Już marzysz tylko o prysznicu i zimnym napoju z lodem… Przebijasz się przez prawdziwy tłum czekających na rodzinę o głowę niższych od Ciebie Filipińczyków, potem przez nagabujących, głośnych taksówkarzy, wychodzisz z lotniska i w tym miejscu zaczynasz rozumieć, dlaczego nad miastem unosi się tak tragiczny smog- korek z jeepneyów, busów, taksówek, samochodów, trycykli, motorów ciągnie się aż po horyzont!  Wszyscy trąbią na raz przeróżnymi dźwiękami, głośny amerykański POP leci z każdego środka transportu i w zasadzie nie wiesz gdzie się patrzeć, ponieważ wszędzie rozpraszają kolorowe lampki, rysunki, napisy potwierdzające to, że Jezus Cię kocha.  Stoisz w tłumie, tak po środku zagubiony w tej nowej rzeczywistości. Ktoś Cię zaczepi, ktoś popchnie, ktoś inny zawoła na cały głos z uśmiechem: hi Joe!! How are you? I co Ty masz mu w tej sytuacji odpowiedzieć…?

DSC_0416

DSC_0045

Nie ma co się oszukiwać – pierwsze zderzenie z Manilą może być przytłaczające – ilość ludzi, wydarzeń, kolorów, dźwięków, totalny chaos, brud, slumsy, smród, centra handlowe jedno przy drugim,  biznesowe Makati, biedne i niebezpieczne Quiapo.  Od razu zaczynasz się zastanawiać czy to na pewno Manila była od dawien nazywana „Perłą Azji”.  Jednakże z Filipinami tak właśnie jest, że nic nie jest takie, jakie wydaje ci się na pierwszy rzut oka.

DSC_0483

Mieszkanie w Manili – survival czy luksus?

Przyjechać na chwilę i zwiedzać, a zamieszkać na stałe to dwie inne do rozpatrzenia rzeczy.

Zwiedzać – oczywiście warto! Trzeba tylko zapiąć dobrze plecak, schować głęboko portfel, telefon i można wyruszać w świat. Czy jest niebezpiecznie? Podobno tak, nam jednak przez 4 miesiące mieszkania w Manili nic się nie przydarzyło (raz tylko zaatakował nas jakiś samotny ząb w ryżu, ale o tym nie warto opowiadać…;-).  Jeździmy tylko transportem publicznym- prawdopodobnie najtańszym na świecie metrem MRT, busami i jeepneyami.  Orientacja w mieście może nie jest  dobra, ale dla chcącego nic trudnego – witaj filipińska przygodo!  Kto by nie chciał przecież zagubić się w najbardziej zatłoczonym mieście świata? ;-)

14

Mieszkanie na stałe to inna sprawa.  Po pierwsze już przed przyjazdem należy podszkolić się w sztuce akceptacji sytuacji takiej jaka jest, opanować  przejście ze stanu nerwowego w stan relaksu, oduczyć się sztywnego planowania, oraz uświadomić sobie, że nie wszystko zawsze musi być na czas – tutaj panuje filipino time. To są takie podstawowe reguły życia w stolicy.

Standard życia zależy dość często od dzielnicy w jakiej mieszkamy. W najbogatszej Makati ceny mieszkań dorównują europejskim, ale tam właśnie skupia się cała międzynarodowa śmietanka ekspatów, jest teoretycznie bezpiecznie i dość przyjemnie, dopóki nie uświadomimy sobie, że tuż za rogiem na Cmentarzu Północnym mieszka ok. 10 tysięcy ludzi.

9

Manila przypomina mi gotową scenerię z filmu katastroficznego – na górze, w czystych klimatyzowanych apartamentach, ze sprzątaczkami i lokajami oraz ogrodami na dachach mieszkają bogaci, którzy prawdopodobnie nigdy nie doświadczyli przejażdżki inaczej niż taksówką lub prywatnym samochodem z kierowcą, na dole zaś znajduje się strefa skrajnie biednych, walczących o przetrwanie każdego dnia.

DSC_0272

Filipińska stolica ma tysiąc oblicz: niewyobrażalnego bogactwa i biedy, radości i walki o przetrwanie, centrów handlowych i malutkich kupców, zawsze naganiających kierowców i wiecznie trąbiących taksówkarzy, złodziei i młodzieńców przyjeżdżających z prowincji, z tak charakterystyczną nadzieją na lepszy byt w oczach.

DSC_0040

A czy my…

…mimo wszystko lubimy mieszkać w Manili?

Z miesiąca na miesiąc coraz bardziej.  Ma ona w sobie urok nie do odparcia. Kiedy nauczysz się już stylu funkcjonowania, wszystko z czym miałeś wcześniej problem stanie się po prostu ułatwieniem.

DSC_0495DSC_0465

DSC_0135-2

W stolicy nie ma możliwości nie zmierzyć się z obliczem biedy:  mimo, że mieszkamy w dość spokojnej dzielnicy domków, gdzieś pomiędzy nami a sąsiadami z tyłu, uformował się na małej powierzchni slums, który mieści jak podejrzewamy przynajmniej 100 osób. Od samego początku, kiedy się wprowadziliśmy, biedniejsze dzieci kiedy tylko nas widziały, prosiły „Money, please!”. Na początku odmawialiśmy,  ale potem uświadomiłam sobie: czy my nie jesteśmy przecież po prostu sąsiadami? Przez ten czas udało nam się więc poznać większość imion maluchów. Nie dajemy pieniędzy, ale staramy się jak najlepiej spędzić z nimi czas – dopytując o rodzinę, szkołę, największe marzenia…  Już teraz żadne dziecko nie prosi nas o pieniądze: kiedy nas widzą, z oddali krzyczą „my name is Kriss!!!” i już wystawiają rękę, aby przybić pione! :-)

DSC_0440

DSC_0489DSC_0465DSC_0082DSC_0302

DSC_0060



7 Responses to “Mieszkanie w Manili – survival czy luksus? ;-)”

  1. Hawi pisze:

    Dla mnie lotnisko w Manili to najlepsze lotnisko na świecie,A to dzięki temu że poustawiali pełno telewizorów Samsunga na których wkółko leci kanał z koszykówką NBA :D Koszykówka na Filipinach rządzi totalnie
    Moge tam siedzieć kilka godzin z przyjemnością patrząc się w ten ekran. Mało tego, dzięki temu można wejść w relacje z innymi oczekującymi, wszyscy patrzą w ten telewizor no bo gdzie mają patrzeć ..leci jakis mecz akurat Golden state : Miami, wynik na styku pół minuty do końca meczu Steph Curry ma piłkę rzuca za trzy trafia GSW wychodzi na prowadzenie w starciu z najlepszą druzyną świata której niecierpię:) Krzyczę i klaszczę zemną jeszcze naście osób podnosi okrzyk. 10 sekund dokonca jednak i piłka w rękach Lebrona, oczywiście drań trafia , Miami ma więcej tu fanów więc wrzawa na lotnisku jest większa, ja zaś załamuję ręcę i pozostawiam w powietrzu nostalgiczne „kuuurwa ” na które reaguje obok siedzacy Filipińczyk który „kurwa zna bardzo dobrze bo stacjonował w Polsce na statku trzy miesiące :)…

    • Marta pisze:

      Hahaha dobre! :D Jestem przekonana, że taka sytuacja, z dokładnie tym samym scenariuszem mogłaby się wydarzyć w urzędzie (w którym też są TV wyświetlające obowiązkowo wszystkie mecze koszykówki), w restauracji czy pod kościołem z telefonu z antenką. Koszykówka to absolutna świętość łącząca wszystkich Filipińczyków!

  2. Hawi pisze:

    Dokładnie :) a kosze stoją na kazdym rogu, pod kosciołem, na starym mieście, na ryżowych tarasach i na rajskiej plaży. grają o 8 rano i grają w nocy paląc stertę śmieci by dać światło i móc dalej rzucać :D

  3. […] zbyt oddalone kulturowo, Hong Kong był tak urbanistyczny, że nie dałoby się wypocząć, o Manili to nawet nie wspominam, mieszkając tam parę miesięcy więcej myślałam kiedy wyjechać niż co […]

  4. Kili pisze:

    Tygiel – to nieco wyświechtane słowo dobrze opisuje takie dzielnice jak na pierwszym zdjęciu.

    BTW, a jak Filipny plasuja się w tej koszykówce?

  5. z pewnością pobyt w Manili może uwolnić od narzekania na warunki bytowe np w Warszawie ;-) kapitalne zdjęcia!

Dodaj komentarz

Current ye@r *