logo

Halo halo Polska? Halo Filipiny?

Czy Filipiny i Polska mają ze sobą coś wspólnego? Dlaczego Filipińczycy wierzą w duchy? Jacy są Polacy w filipińskich oczach? Za czym tęskni Filipińczyk w Polsce? Jak się robi interesy w Azji? Jaka jest nasza wiara katolicka według Filipińczyków? Jakie są minusy długiego mieszkania na Filipinach? Dlaczego Filipińczycy podrobili polską kampanię turystyczną?

Zapraszamy serdecznie na nasz nowy cykl wywiadów „Halo halo Polska? Halo Filipiny?” z  wyjątkowymi postaciami strefy filipińsko- polskiej. Pierwszym naszym gościem jest Agnieszka Doberschuetz, która wraz z rodziną spędziła 3 lata żyjąc i prowadząc firmę na Filipinach. Obecnie wraz ze swoją córeczką i przyjaciółką startuje w Memoriale im. Piotra Morawskiego „Miej Odwagę”, po to aby zrealizować wspaniały projekt pokazania jak naprawdę wyglądają Filipiny po pamiętnym tajfunie Hayian.

Zapraszamy do przeczytania i oczywiście wsparcia projektu. Naprawdę warto, prawda?

z8701167X

Mieszkałaś na Filipinach przez 3 lata, prowadząc firmę w Cebu. Półtora roku temu wróciłaś do Polski i twierdzisz, że na Filipinach zostawiłaś połowę serca. Jak to się stało: kto, gdzie i dlaczego Ci je skradł?

A.D.: Na pewno nie praca! ;))) To był ciężki kawałek chleba, ale za to jakie doświadczenie życiowe – dziś nie boję się już żadnej pracy. Zimą odpowiedź na to pytanie jest bardziej oczywista – słońce! To jego mi tak bardzo brakuje. Egzotyki, serdecznych ludzi, codziennych przygód – Filipiny chyba nigdy nie przestałyby mnie zadziwiać. Poza tym, niestety, Polska nie przyjęła mnie z euforią (wróciłam po 17 latach banicji tu i tam). Mam więc powody, by tęsknić…

Jacy są Filipińczycy? Czy są podobni do innych Azjatów?

A.D.: Nie wiem, czy dość mam doświadczenia, by obiektywnie odpowiedzieć na to pytanie – zaryzykuję stwierdzenie, że są specyficzni! Zaskakująco swojscy, bliscy nam, choć na wskroś egzotyczni. Pozorny paradoks, ale Filipiny to właśnie mozaika paradoksów, pomieszanie z poplątaniem.

Jak czuliście się z rodziną żyjąc w obcym kraju? Czy zostaliście dobrze przyjęci, zaakceptowani, wdrożeni w kulturę?

A.D.: Przyjęto nas bardzo serdecznie, z wielką troską. Nasze małe córeczki były niesamowitą atrakcją, to my bylismy egzotami! Filipińczycy są niesamowicie patriotyczni i bardzo zależy im na pozytywnym wizerunku swego kraju, Starają się więc wypaść jak najlepiej w oczach gości.

Na Filipinach: Twoje ulubione miejsce na Filipinach to… Dlaczego?

A.D.: Niestety zbyt wiele nie widziałam. Mieszkaliśmy w Cebu prawie 3 lata, ale na podróże nie było ani czasu, ani funduszy, czego bardzo, bardzo żałuję (między innymi przez Was, z zazdrością podglądając na blogu, co mnie ominęło ;)) Miasto Cebu to co prawda nie Manila, ale i tak chaos i stres. Ale i tam miałam ulubione zakątki – filipińskie jadłodajnie i „sztamknajpę” Outpost. Bardzo często jeździłam do slumsów, na rynki i targowiska, a także na cmentarze. Może to dziwne, ale wierzcie mi, w Cebu tylko one przypominały nasze parki i można było w nich odetchnąć od zgiełku ulic. Chyba najbardziej podobało mi się na wyspach – Bantayan i Malapascua urzekły mnie. Czasem wyskakiwaliśmy też promem na Bohol, który zwiedzaliśmy wypożyczonym skuterem. No i Moalboal – słowem wszędzie, gdzie można było ponurkować.

Czy sądzisz, że Filipiny to dobre miejsce na inwestycję w turystykę? Dlaczego? ‚

A.D.: Ten kraj ma niesamowity potencjał. Piękne zakątki, ludzie przychylni i otwarci, brak typowych zgrzytów kulturowych: Dogadać się można swobodnie po angielsku (to język urzędowy Filipin), zdecydowana większość Filipińczyków to katolicy (a więc nie napotykamy na pułapki obyczajowe jak w przypadku niektórych religii), ustrój demokratyczny… Jest tam naprawdę bezpiecznie, jeśli podróżuje się rozważnie, tzn. omijając ogniska zapalne (południe Filipin z konfliktem militarnym), niektóre burzliwe sezony w roku, niektóre rejony bardziej narażone na występowanie tajfunów czy trzęsień ziemi. To co spotkało ostatnio Cebu, czyli „nasze” rejony, nie mieści nam się w głowie – od dziesiątek lat nie odnotowano tam takich pogodowych turbulencji! Pamiętajmy jednak, że Filipiny to ponad 7000 wysp, niektóre z nich są bezpiecznie otoczone innymi, buforowymi i nawet fali na plaży trudno uświadczyć. Zachęcam serdecznie, choć nie polecam jako celu wypadów krótszych niż, powiedzmy, dwa tygodnie (ja przez tydzień zwalczam jetlag i przyzwyczajam się do piejących 24/7 kogutów ;)) I nie polecam jako typowego miejsca „kurortowego”. Za to na pewno kraj zainteresuje ludzi gotowych na interakcje międzykulturowe, przygotowanych także na to, co niekoniecznie cieszy oko turysty-plażowicza.

Jak Wam się prowadziło biznes? Jakie mieliście największe problemy?

A.D.: Jak wspomniałam, praca tam to ciężka harówka. Temperatury zabójcze. Stąd i tempo i wydolność mniejsza, szybko zrozumieliśmy, po co im ta cała sjesta! Niestety wiele wyzwań i przeszkód czyha na przedsiębiorców, choć mój mąż ekonomista twierdzi, że to jednak dobre miejsce na prowadzenie biznesu. Chyba wszystko zależy od jego natury, nam – w naszej fabryce – po prostu zbyt wiele czynników nie sprzyjało. Musicie wiedzieć, że nigdzie nie spotkałam się z taką ilością dni wolnych od pracy (święto państwowe goni święto kościelne), przyzwolenia na niepunktualność i niesolidność. Biurokracja niebotyczna, warto poznać choć podstawy języka. To chroni też nieco przed skorumpowanymi urzędnikami. Trzeba na pewno nastawić się na inne standardy niż w Europie i potraktować pracę jako swoistą przygodę interkulturową.

Dlaczego zdecydowałyście się wziąć udział w Memoriale? Jakie są wasze plany?

A.D.: Trudno usiedzieć na miejscu, gdy media krzyczą o katastrofach, jakie nawiedzają miejsca znane, sentymentalne. Serce się kraje, że człowiek nie może pomóc. Bo wysyłka pieniędzy wydawała się ryzykowna, dóbr materialnych nierealna. Dochodziły nas głosy, że najbardziej ucierpiała branża turystyczna, bo poprzez demoniczne relacje mediów kulał wizerunek całego kraju. A media szybko ucichły, ucichło i zainteresowanie krajem. To dla Filipin katastrofa wtórna – duża częśc gospodarki bazuje na turystyce. Stąd nasz pomysł – pojechać, doświadczyć, zrobić materiał udowadniający, że na Filipiny warto się wybrać, że nie ma się czego bać! Zabieramy ze sobą w końcu moją małą córkę (ona też się nie boi i tęskni za przyjaciółmi).

Jak można wam pomóc, aby udało się zrealizować Wasze plany? Co trzeba zrobić?

A.D.: Niestety nasz wyjazd jest uzależniony od sponsorów. Postanowiłyśmy wystartować w Memoriale im. Piotra Morawskiego „Miej Odwagę”. Jeżeli dopisze nam szczęście i zdobędziemy odpowiednią liczbę głosów przejdziemy do finału, w którym Kapituła wyłoni zwycięski projekt i sfinansuje go. Można, co nawet bardzo wskazane, wesprzeć nas oddając głos i potwierdzając go poprzez wysłanego przez organizatorów maila. Proste i darmowe. Mamy jeszcze trochę czasu i nie poddajemy się. Wszystkie szczegóły planowanej wyprawy i co nieco o nas możecie znaleźć na naszym fanpejdżu (zwanym FUNpagem ;)) https://www.facebook.com/FUNtastyczneFilipiny

A zagłosować możecie TUTAJ: http://www.miejodwage.pl/zgloszenia.php?!=powietrze&id=188

Z góry bardzo wszystkim dziękujemy i zachęcamy do odwiedzenia Filipin!

 

 



3 Responses to “Halo halo Polska? Halo Filipiny?”

  1. isla pisze:

    Witamy. Jak miło czytać o Filipinach. Mamy małą namiastkę Filipin w Warszawie, jesteśmy tu od niedawna i zapraszamy serdecznie.
    Masaże wykonywane przez Filipińskie masażystki
    http://www.isla-spa.pl
    Kto był na Filipinach i spróbował, wie że warto, prawda?

  2. k.szawurska-radetz pisze:

    Filipinczycy sa leniwi.Mam doswiadczenie w pracy z ta nacja!!! NIE zycze nikomu FAUSZYWI I LENIWI:!!!

    • Marta pisze:

      Leniwi bez dwóch zdań ;-) Jest to jednak ogólna cecha narodowa wynikająca wg mnie z klimatu i stylu życia. Ale jakoś nie spotkaliśmy się nigdyb z fałszywymi Filipińczykami :)

Dodaj komentarz

Current ye@r *