logo

Autostopem przez Filipiny

22Już chyba dużo mówiliśmy o filipińskiej gościnności, ale to co wydarzyło się tej pamiętnej niedzieli, przeszło nasze wszelkie oczekiwania. Wyszliśmy radośnie z domu, z zamiarem pobyczenia się na plaży. Od naszej dżungli do jednych z ładniejszych plaż na Filipinach jest około 30 minut drogi samochodem. W niedziele nie jest tak prosto, ponieważ jeepneye jeżdżą zdecydowanie rzadziej i trzeba sobie radzić w inny sposób. Udało nam się złapać pierwszy samochód, który nadjechał. Okazało się, że Panowie – syn i ojciec nie jadą do miasta, tylko właśnie na te same plaże, na które my się wybieramy! Rewelacja! Od razu wskoczyliśmy na tył razem z synem i między sobą po cichu zaczęliśmy komentować jak to dobrze się stało, że zdecydowaliśmy się nie czekać na autobus. Wtedy jak grom z jasnego nieba odezwał się w naszej mowie ojczystej syn mówiąc – Przepraszam bardzo, czy wy mówicie po polsku? O MATKO I CÓRKO! Moje zdziwienie sięgnęło granic możliwości: spotkać w środku dżungli, na jednej z siedmiu tysięcy wysp filipińskich, łapiąc autostop Filipińczyka, który mówi po polsku?!?!??!?  To było tak dziwne, że poczułam się przez chwilę jak w jakimś filmie S-F! Szczególnie, że chwilę potem całkiem poprawnie przedstawił się i zaczął śpiewać najpierw: „mam już dość tych kłamstw…” Gosi Andrzejewicz, potem „czy ten Pan i Pani są w sobie zakochani…”, a na końcu przebił wszystko nucąc  piosenkę Weekendu „Ja, uwielbiam ją, ona tu jest i tańczy dla mnie…”!!!!

Dlaczego nauczył się polskiego i jak to się stało? Otóż historia naszego przyjaciela Jana była bardzo ciekawa: na Uniwersytecie spotkał Polkę, która przyjechała razem z rodzicami na Filipiny, zaprzyjaźnił się z nią i zaczął powoli uczyć się polskiego od podstaw, potem wpadł na pomysł poszukania w telewizji satelitarnej polskich programów i tak krok po kroku zdobywał umiejętność całkiem komunikatywnego władania naszym językiem.

Kiedy tak siedzieliśmy totalnie wytrąceni z rzeczywistości, rozmawiając w jedynym swojego rodzaju polsko-filipińskim dialekcie, odezwał się ojciec Jana z przodu: „słuchajcie, jak już jesteśmy razem, to może chcielibyście z nami pójść nurkować? Mój przyjaciel jest DiveMasterem, możecie do nas dołączyć, oczywiście za darmo! Ale najpierw zapraszam was na obiad!”. Nie było z nimi dyskusji – mimo mocnych protestów znaleźliśmy się zaraz za stołem wcinając tradycyjnego lechona i godzinę potem już byliśmy pod wodą.

DCIM102GOPRODCIM102GOPRO

DCIM102GOPROTyle się działo, że zmęczeni już taką ilością wrażeń postanowiliśmy wracać do miasta, aby zdążyć jeszcze na angielską mszę.  Cóż, wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że po raz kolejny tzw.  „English Mass” odbywała się cała po angielsku, oprócz oczywiście kazania. Ponieważ jeszcze ani razu na Filipinach nie usłyszeliśmy kazania po angielsku, byliśmy ciekawi na czym polega ten filipiński, zupełnie różny od europejskiego katolicyzm. Postanowiłam wiec w przypływie nieopanowanej szczerości udać się do księdza z prośbą o przetłumaczenie i ewentualnie poprosić, aby na przyszłość dało się coś zrozumieć.

Gdy weszliśmy na zakrystię i zapoznaliśmy się bliżej z księdzem, ten dość oburzony naszą śmiałością roześmiał się i oczywiście obiecał przetłumaczyć wszystko, ale aktualnie nie miał zbyt dużo czasu, szedł na kolacje, a potem na jeszcze jedno nabożeństwo, więc powinniśmy mu towarzyszyć. Nie było wyjścia – siedliśmy z nim za stołem, od razu kolację podała nam jedna z uśmiechniętych gospodyń. Ksiądz jadł w pośpiechu i o tłumaczeniu zupełnie zapomniał, za to wypytywał nas o wszystko i prosił, abyśmy pojechali z nim na jeszcze jedną krótką mszę, a potem z przyjemnością odwiezie nas do domu. „Jak to? Księże, to jest przecież 20 kilometrów za miastem!” – powiedziałam zdziwiona, ponieważ czułam, że w tym momencie najchętniej bym wracała prosto do domu. Kiedy przypomniałam sobie jednak wydarzenia z całego dnia i to wszystko, co niespodziewanie nas spotkało i tak bardzo zaskoczyło, postanowiliśmy pojechać z księdzem i kolejny raz zaufać temu co przyniesie nam samo życie.

DSC_0216

Szybciutko zapakowaliśmy się do samochodu, raz dwa dotarliśmy na miejsce, do dość pokaźnego domu, pełnego ludzi i kwiatów. Hmmm… W tym momencie zaczęłam zastanawiać się poważniej, co to będzie właściwie za nabożeństwo… Ksiądz wspominał tylko o krótkiej mszy… Kiedy wyszliśmy skonsternowani z samochodu, w oczy rzuciło nam się to, że wszyscy domownicy i goście ubrani są na biało i tak dziwnie się uśmiechają. Z jednej strony serdecznie nas witają, z drugiej zaś było widać w ich oczach taką jakby nieobecność… Robiło się coraz bardziej tajemniczo do momentu kiedy przekroczyliśmy próg drzwi, serce podskoczyło mi do gardła i przede mną wyjawiła się na wpół otwarta… TRUMNA [patrz na zdjęciu poniżej, po prawej stronie].

Spojrzałam z przerażeniem na Felka, potem na księdza, który… jawnie, bez jakiejkolwiek żenady chichotał obserwując naszą reakcję! Szybko jednak się opanował i chwilę potem przedstawiał nas już najbliższej rodzinie zmarłego. Wtedy właśnie spojrzałam na nasze stopy i właściwie nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać – piach z plaży jeszcze trzymał się pomiędzy naszymi palcami, a niezbyt elegancka sukienka i krótkie spodenki zdradzały wszystkim, że znaleźliśmy się tu zupełnie przez przypadek!

DCIM102GOPRO

Cały dzień wydawał się tak nierzeczywisty! Najpierw ten Filipińczyk złapany na stopa, śpiewający „Ona tańszy dla mnie”, potem nurkowanie, darmowy obiad i kolacja, podwózka, a po tym wszystkim dotarliśmy na nabożeństwo ostatniego pożegnania?! Tego było za dużo, po cichu zaczęłam chichotać i tylko modliłam się w duchu, aby ta absurdalna radość nie została zauważona przez nikogo z żałobników.  Z rozmyślań wyrwał mnie dość drastycznie dopiero głos Księdza, który właśnie rozpoczął kazanie słowami: „Miałem zamiar powiedzieć Homilię po Visaya (Filipińsku),  ale ponieważ Marta i Andrzej, którzy… (tu nastąpiło dość obszerne przedstawienie nas, z wykorzystaniem wszystkich detali, o które Ksiądz zdążył nas wypytać)…oni przyszli dziś do mnie, narzekając, że nie rozumieją ani kazania, ani tego, z czego śmieje się cały kościół, pozwolę sobie mówić więc po angielsku”. Nie muszę chyba opisywać z jakim zainteresowaniem spojrzeli na nas wszyscy uczestnicy tej wyjątkowej uroczystości. Ja zdążyłam tylko spalić buraka i chwilę potem już wciągnęły mnie świetne opowieści o życiu i śmierci, kawały z których wszyscy śmiali się na przemian płacząc, oraz wyjątkowe mądrości o przemijalności naszego ziemskiego bytu.  Po wszystkim Gospodarze zaprosili nas na jeszcze jedną kolację. Atmosfera niczym nie przypominała już ostatniego pożegnania, jedni  wzięli się za jedzenie, drudzy zaczęli śpiewać z gitarami. Tylko wdowa z wdzięcznymi oczami patrzyła na wszystkich, którzy dookoła kręcą się i pomagają.

11-1

Dzień upłynął szalenie szybko. Można by się zastanawiać czy wszystko wydarzyłoby się tak, gdybyśmy czekali na autobus? Raczej nie sądzę. Jedno mogę powiedzieć na pewno: cieszę się, że rano wyciągnęliśmy kciuka w górę, otwierając się na przygodę, która uczyniłam nasz dzień jednym z najciekawszych kiedykolwiek!

44

 

1

 



9 Responses to “Autostopem przez Filipiny”

  1. Michał pisze:

    Hej, pierwszy wpis, który przeczytałem i już mi się podoba! Coś czuje, że za chwilę zacznę żałować, iż nie trafiłem na Waszego bloga przed wyjazdem na Filipiny!

    Dzięki, że piszecie! Nie przestawajcie! :D

  2. Na prawdę świetny blog, aż miło się czyta!

  3. Paweł pisze:

    Ha! super historia, przypomina mi jak kiedyś złapałem na stopa pierwszy lepszy samochód po zejściu z góry Kinabalu w Malezji. Okazało się, że jechało nim jedyne polskie małżeństwo miaszkające w Kota Kinabalu. Skończyło się wspólną kolacją i jedzeniem soft shell crabs :-)

  4. Witam. Od razu napiszę, że jest to pierwszy przeczytany przeze mnie wpis na tym blogu i od razu mi się podoba. A co do waszej przygody to jest magia autostopu, gdzie niegdy nie wiesz kiedy co się wydarzy :). Już podobają mi się te Filipiny i chyba dopiszę je do swoich marzeń … Powodzenia życzę.

  5. […] naszych Filipińskich autostopowych przygodach opowiadaliśmy już TUTAJ. Ten sposób przemieszczania się na Filipinach należy do jednych z najprzyjemniejszych. Jeśli […]

  6. […] naszych Filipińskich autostopowych przygodach opowiadaliśmy już TUTAJ. Ten sposób przemieszczania się na Filipinach należy do jednych z najprzyjemniejszych. Jeśli […]

Odpowiedz na „Po Filipinach za darmo?! |

Current ye@r *