logo

Trzęsienie ziemi na Boholu, 15 października

Myślę, że przeżyliśmy jedno z najbardziej WSTRZĄSAJĄCYCH doświadczeń w życiu – trzęsienie ziemi.
W chwili pierwszego i najmocniejszego wstrząsu (7.2) znajdowaliśmy się w pracy, robiliśmy jak zawsze rano nowe szlaki w dżungli, z kilofami usuwaliśmy kamienie i ścinaliśmy niepotrzebne rośliny. Zupełnie niespodziewanie szczyt góry, na której się znajdowaliśmy zaczął się przeokropnie trząść, upadliśmy na ziemie nieświadomi co się dzieje. Skały zaczęły spadać w dół, krowy i zwierzęta ryczały, a my zupełnie nie wiedzieliśmy co robić, giniemy czy nie. Po minucie (to baaaardzo długo jak na trzęsienie ziemi) odważyliśmy się stanąć i wspólnie przegłosowaliśmy, że schodzimy jak najszybciej na dół z górki, ponieważ miało się wrażenie, że szczyt za chwilkę się obsunie lub przepołowi. Zbiegliśmy najszybciej jak to było możliwe. Gdy dotarliśmy do doliny, przyszły wstrząsy wtórne (5.4, 5.2). Starsze Filipinki, sprzątaczki były zupełnie przerażone jak my, nigdy wcześniej coś takiego się nie wydarzyło, w końcu Bohol to z najbezpieczniejszych wyspa Filipin! Osłonięta przez inne wyspy przez wieki nie dopuszczała do siebie tajfunów, inne katastrofy były jej obce. Aż do teraz.
Przerażeni znaleźliśmy najbezpieczniejszy dla siebie kawałek ziemi – daleko od spadających skał i budynku, usiedliśmy i czekaliśmy aż choć troszkę się skończy, jednak wstrząsy wtórne o mniejszej sile trwały cały dzień i noc. Po godzinie przyjechała do nas nasza szefowa, z rodzeństwem i przyjaciółmi – wszyscy z okolic głównego miasta położonego nad morzem uciekali w głąb wyspy z obawy przed tsunami!!! Na szczęście dogodne położenie Boholu wykluczyło tsunami. W samym Tagbilaranie (czyli głównym mieście) zapanowała zupełna panika. Jednak nie było tak źle, ponieważ akurat tego dnia było oficjalne święto – dzieci i pracownicy pozostali w domach. Jak tylko przestało się tak silnie trząść (ok. godz 14) napisaliśmy do was z wiadomością, abyście się nie martwili, żyjemy, jest dobrze, mimo że jesteśmy bardzo przestraszeni.
Całą noc przespaliśmy na dworze, budząc się co godzinę przy kolejnych wstrząsach. Następnego dnia nie było już wody (prądu nie było od pierwszego wstrząsu). Pojechaliśmy do okolicznych sklepów kupić coś do picia, lecz cała woda pitna została już wyprzedana. W tym samym czasie komórki zaczęły nam się rozładowywać i napisała do nas szefowa naszej organizacji, że kupuje nam bilety na dzień jutrzejszy do stolicy, Manili, w której jest teraz bezpiecznie i nie doznała żadnych wstrząsów. Od razu zgodziliśmy się, ponieważ nie wiadomo co na wyspie mogłoby nas jeszcze czekać. Pojechaliśmy także do miasta robić zdjęcia stratom i kupić najpotrzebniejsze rzeczy. Wieczorem pojawił się prąd, a w nocy dotarła już woda. Znowu postanowiliśmy spać na dworze, ponieważ cały czas dochodziły do nas wstrząsy raz mniejsze raz większe, a dom był niestabilny – tynk spadał ze ścian, a nie wiadomo było czy przy kolejnych silniejszych wstrząsach się nie zawali. Ok. 3 złapała nas z oddali burza, co tylko pogorszyło nastroje, na szczęście z samego rana ok. 7.30 wsiedliśmy do samolotu do stolicy.
Kiedy już bezpiecznie usiedliśmy na siedzeniach i zapieliśmy pasy, tak jakby na pożegnanie nas zatrzęsła się ziemia po raz kolejny tym razem o sile 6.2 (tylko o 1 mniej niż ten najmocniejszy!). Już obawiałam się, że nie wyruszymy, jednak samolot po chwili wystartował…
Przygoda się nie skończyła. Każdy raj ma swoją cenę. Na każdy dobry moment przyjdzie cierpienie większe lub mniejsze. Bogu dziękujemy za ocalenie naszego życia: NIC nam się nie stało, nie ucierpiała też ŻADNA nasza rzecz!!! Nie mamy w planach przez najbliższe 2-4 tygodnie wracać na Bohol, jednak nie planujemy także wcześniejszego powrotu do Polski.
To wydarzenie zapadnie na długo w naszej pamięci. Ja bardzo mocno to przeżywałam przez te ostatnie dwa dni ciągłe niebezpieczeństwo, ciągłe trzęsienia i brak zaufania do ZIEMI – która powinna być zawsze najstabilniejszym punktem życia dało mi się we znaki. Dlatego przez najbliższy czas odpoczywamy. Po dwóch dniach koczowania w pełnych nerwach w ogromnym stresie, dobrze jest położyć się do normalnego łóżka i skorzystać z prysznica (lub raczej wiadra z polewaczką – w filipińskim stylu). Dziękujemy za wasze słowa troski i otuchy, które tak licznie otrzymaliśmy, dziękujemy także za telefony i maile do nas! Kupujemy aktualne gazety na pamiątkę.
Ściskamy mocno!!! Marta i Felek

Nasz artykuł z podsumowaniem ogólnym podsumowaniem strat katastrofy można przeczytać w „Gościu”.
http://gosc.pl/doc/1743988.Trzesienie-ziemi-z-pierwszej-reki 

 



One Response to “Trzęsienie ziemi na Boholu, 15 października”

  1. […] udaje mu się ominąć tajfuny, oraz inne siły natury. W 2013 roku miało tu miejsce bardzo silne trzęsienie ziemi. Oznacza to, że prawdopodobnie przez najbliższe przynajmniej 30 lat silne trzęsienia nie powinny […]

Dodaj komentarz

Current ye@r *