logo

Singapur

Singapur leży 137 km na północ od równika. SINGA (lew) PURA (miasto). Zatem jak mawiają „Miasto Lwa” jest najbardziej, po Japonii, rozwiniętym państwem Azji, co widać w każdym centymetrze kwadratowym tego kraju. Osobiście przeżyłem szok po przyjeździe z Filipin. Na szczęście tylko krótkotrwały.
 
Nigdy wcześniej nie sądziłem, że perfekcjonizm może przeszkadzać… AAAaaaaaaaaa jednak! Na pierwszy rzut oka jest normalnie: ciepła woda, prysznice zamiast wiadra, europejskie jedzenie, klasa sama w sobie, ale z czasem zaczynasz zauważać detale, z tym że nie te złe typu: przeludnienie, brud, smród, ciemne uliczki, śmieci, bieda etc. W Singapurze po paru dniach robi się zbyt idealnie, pięknie, czysto, wszystko uporządkowane, równe, ogarnięte zakazami, nakazami z kompletnym brakiem miejsca na wyobraźnie w połączeniu z fantazją. Dla zobrazowania podaje przykład: Bohol, Filipiny, możesz jeździć w osiem osób na motorze, jeśli tylko dasz radę. Singapur, zakaz żucia gumy na ulicy pod groźbą mandatu o wysokości 1000 $ (Sic!). Za 1000$ to można sobie życie inaczej ułożyć!! J
 
DROGO (nie dla Pitera) to kolejny aspekt, jaki rzucił mi się w oczy. Najtańszy nocleg, gdzie spotkałem backpackerów z całego świata znalazłem w dzielnicy arabskiej wśród meczetów (20$/noc) w pokojach po 10-15 osób. Warunki na serio mistrzowskie, co warto podkreślić. Ogólnie poziom życia w Singapurze jest NAJwyższej klasy. Nic  więc dziwnego, że na ulicy spotykasz ludzi wszystkich nacji (z oczywistą przewagą Chińczyków) jeżdżących NAJnowszymi autami, ubranych w NAJdroższe marki ciuchów, jedzących NAJwykwintniejsze potrawy i w końcu zarabiających jedną z NAJwyższych stawek na świecie. W 2010 roku Singapur przeżywał kolejny boom gospodarczy. W pierwszym kwartale wzrost wyniósł 45,8% PKB. Jeśli utrzymają wzrost Miasto Lwa stanie się najszybciej rozwijającym się państwem na świecie. Zaraz po Polsce oczywiścieJ
 
Wieżowce i niesamowite widoki, ogromne DownTown, Marina Bay, najwspanialsze lotnisko na jakim byłem (można śmiało żyć J), uliczny tor F1, wyspa Santosa wraz z Universal Studio i podwodnym parkiem, jedno z największych na świecie ZOO, przestępczość 0,0% -bezpiecznie, korupcja 0,0% -uczciwie, centra handlowe w których można się zgubić, ogrody botaniczne większe od małych miast, jedzenie tanie i dobre na wyciągnięcie ręki, piękne, idealne, perfekcyjne i….                    …i niestety nudne. Po paru dniach wszystkie atrakcje się wyczerpują. Spotkałem Polkę w ZOO z dwójką dzieci, która mieszka w Singapurze od 3 lat. Opowiedziała mi najniebezpieczniejszą sytuacje, jaką przeżyła w tym kraju. Było to zapytanie mocno wstawionego mężczyzny o drogę na stacje metra… (co, jak co, ale ja bym tego płazem nie puścił Joooooo nie! J), a w ZOO była ponad 40 razy ze względu na dzieci. Szybki wniosek: aby docenić perfekcyjność i doskonałość trzeba mieć kontakt z drugą stroną medalu, tą złą stroną, której Singapurze nie ma. Z czasem wszystko staje się powszednie, nic nie może cię zaskoczyć, wszystko jest zaplanowane, każdy dzień, tydzień, miesiąc, rok?? Nie można dążyć do określonego celu, ponieważ wszystko masz już zapewnione. Rutyna czeka tuż za rogiem.
 
Oczywiście nie ma co generalizować i narzekać jedni kochają taki stan, drudzy nie. Ja zaliczam się zdecydowanie do tych drugich J.
Skorup
 


2 Responses to “Singapur”

  1. […] mieszkając tam parę miesięcy więcej myślałam kiedy wyjechać niż co fajnego zobaczyć. Singapur porażał cenowo, poza tym te zakazy… Na Phuket czułam się jak w Rosji, tyle turystów z tego […]

  2. Michal pisze:

    Wybacz, ale nie mogłem się powstrzymać od komentarza. Nie wiem jakim cudem po wpisaniu słów kluczowych: „blog podróźniczy Sinagapur” ten artykuł widnieje jako pierwsze trafienie.
    Standardowo wśród Kowalskich globtroterów panuje przekonanie, że są tam same zakazy i nakazy i chyba najcześciej podawany przykład to żucie gumy na ulicy, za które to przewinienie można dostać taki mandat, że pozostaje tylkę nerkę sprzedać. Oczywiście to tylko i wyłącznie koloryzowanie panujących tam standardów i nie istnieje, żaden zapis regulujący tą czynność. Bierze się to z innego zapisu w prawie, mówiącego o zakazie sprzedaży gumy oraz zakazu śmiecenia (które obowiązuje, lub przynajmniej powinno w każdym cywilizowanym kraju – mówię o zakazie śmiecenia).
    No i cała puenta artykułu mówiąca o tym jak nudne to miasto argumentując się dużą ilością atrakcji oraz utrzymaniem poziomu czystości niespotykanym w Europie. Argumentacja na poziomie polityki PIS, ale wiadomo, co kto lubi. Chciałbym tylko napisać apel do odwiedzających przypadkowo tę stronę ludzi, że proszę się nie zrażać podanymi argumentami. Miasto jest jednym z piękniejszych na świecie i proszę mi wierzyć, że jest co robić i spokojnie można tam spędzić kilka dni w ogóle się nie nudząc, wręcz przeciwnie, może to się okazać jedno z ulubionych miast do których będziecie regularnie wracać. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Current ye@r *