logo

W krainie herbaty – Cameron Highlands

Żyjąc cały czas w Polsce, gdzie cztery sezony urozmaicają życie, a  temperatura płata figle nawet w środku lata, ciężko jest sobie wyobrazić jaką radość przeżyliśmy po wyjeździe z gorącej, wilgotnej dżungli, w której spędziliśmy już prawie pół roku. Malezyjska wyżyna Cameron przywitała nas rześkim, świeżym, wpadającym głęboko w płuca powietrzem. Ciepły dzień i chłodniejsza noc była właśnie tym czego tak bardzo potrzebowaliśmy!
 
 
Cameron Highlands jest to miejsce, które pokochałam od razu, bez opamiętania, z całego serca. Wjechaliśmy do jednej z górskich wiosek nocą. Światło z księżyca romantycznie oświetlało unoszące się ponad pagórki mgły.  Już wtedy, od samego początku, czułam się jakbym znalazła się w magicznej mlecznej krainie, gdzie dzień może przynieść tylko jeszcze więcej czaru.  Atmosfera przypominała mi trochę alpejskie spokojne kurorty…  Góry, góry i jeszcze raz góry – to właśnie kochamy!
Głównym celem naszej podróży były plantacje herbaty. Właściwości górskiej pogody odpowiednie dla porostu krzaków tego cudownego napoju odkrył na początku XX wieku podczas kolonizacji Malezji jeden z angielskich biznesmenów  J. Russel.  To on rozpoczął działalność fabryki BOH, która nieprzerwanie funkcjonuje po dziś dzień.
Pojechaliśmy tam od razu. Górska wioska pełna hoteli wypoczynkowych i sprzedawców rozmaitości z regionu: herbat, truskawek, pomarańczy wiła się malowniczo. Wjeżdżaliśmy cały czas pod górkę, wąską drogą, która mogła zmieścić jedynie jeden samochód. Przed nami powoli zaczęły rysować się równomierne krzaki herbaty, które z daleka wyglądały jak mięciutki zielony dywanik, rozłożony na falujących wzgórzach. Z wrażenia opadła mi szczęka, przyłożyłam aparat do oka i już nie mogłam go odczepić. Było taaaak pięknie! Promienie słońca w czarodziejski sposób bawiły się w chowanego z obłokami kładąc raz po raz cienie na tą magiczną krainę.
Mimo, że droga była wąska i stroma, co jakiś czas mijali nas kierowcy ciężarówek, załadowani po brzegi workami z liśćmi, zmierzający w kierunku fabryki.  Fabryka – to co mam w głowie, kiedy wymawiam to słowo, absolutnie nie miało się do tego, co zobaczyliśmy. Aby dotrzeć na miejsce trzeba było przejść mały kawałek na piechotę. BOH za swoją siedzibę obrał sobie szczyt jednego ze wzgórz, otoczonego w pełni plantacjami herbaty. Widok z góry, z kawiarnianego tarasu firmy robił niesamowite wrażenie.
Fabryka okazała się kompleksem zaledwie paru budynków, do których można było wejść i popatrzeć na przetwarzanie herbaty od początku do samego końca. To co nas najbardziej zaskoczyło, to fakt, że od dziesiątek lat proces wytwarzanie nie uległ zmianie i nieprzerwanie używane są maszyny z 1935 roku. 
Na początku zebrane z pól liście skręca się i wyciskana, aby uzyskać sok potrzebny do fermentacji.  Połamane liście tradycyjnie wrzucane są na taśmy – jeszcze w kolorze zielonym, by potem zmienić się na odcienie brązu. Proces fermentacji trwa od 1,5 do 2 godzin,  podczas którego wydobywa się charakterystyczny dla herbaty smak i aromat. Wszystko musi być bardzo ostrożnie kontrolowane, aby można było przerwać w najbardziej optymalnym momencie. Następnie liście poddawane są suszeniu w temperaturze ok. 100 stopni.  To stopuje fermentacje i obniża wilgotność. Płyny wchłaniają się w skrystalizowane drobinki herbaty.  Po skończonym procesie, gotowe liście są przesiewane, aby posegregować je rozmiarami. Każda wielkość liści herbaty wytwarza jedyny w swoim  rodzaju smak i aromat.
Magiczną atmosferę Cameron Highlands tworzą nie tylko pola herbaciane, lecz również specyficzny górski mikroklimat. Po paru godzinach w herbacie wyruszyliśmy na wyżynne szlaki , położone nieopodal fabryki.  Niesamowicie było zagubić się na szczytach wzgórz, iść poprzez kłęby chmur,  opierać dłonie na drzewach w pełni porośniętych mchem, łapać głęboki oddech świeżego powietrza…
Tak minął nam pobyt w krainie snów, o smaku malezyjskiego curry, otoczonej aromatem świeżej herbaty i górskiego powietrza. Jest parę miejsc na ziemi, gdzie na samą myśl zaczyna z radości tłuc mi serce. Jednym z takich miejsc jest właśnie Cameron.  Na pewno tu wrócimy.  


4 Responses to “W krainie herbaty – Cameron Highlands”

  1. herbaciarka pisze:

    Niesamomwite zdjecia, zwlaszcza to glowne, wyglada jak fotomontaz! Zazdroszcze takich fot!

  2. Edek pisze:

    Piękne pola. W Polsce tylko kilkoma zdjęciami mógłbym dorównać tak pięknym fotografiom. :)

Dodaj komentarz

Current ye@r *