logo

Hop daj nura!

Są pewne rzeczy, które nie da się opisać słowami. Nawet nie warto próbować. Czasem trzeba to poczuć, zobaczyć i doświadczyć na własnej skórze. Tak właśnie jest z nurkowaniem na Filipinach. Mając w planach podróż tutaj, należy to obowiązkowo zrobić. Miejsc do nura jest niesamowicie dużo, a każde kolejne odkrywane, zachwyca jeszcze bardziej.
 
Pamilacan dla nas było idealnym miejscem do zrobienia kursu. Mnogość owoców morza powalała na kolana już przy snorkelowaniu. Kiedy jednak popłynęliśmy z całym sprzętem w głębiny, nie chciałam wracać już na powierzchnie. Na początku ciężko było przyzwyczaić się do sprzętu, który nie dawał pełnego komfortu oddechu oraz do otaczającej zewsząd wody, później jednak widoki i szybko przepływające ławice ryb raz dwa sprawiły, że zapomnieliśmy o wszystkich niedogodnościach.
 
Kurs trwał zaledwie 4 dni, lecz to wystarczyło aby poczuć się naprawdę pewnie pod wodą. W ciągu tego czasu zdarzyło się tyle zabawnych, ale i zarazem niebezpiecznych sytuacji, że aż z dreszczykiem wspominam ten czas. Najgorszym i niezapomnianym przeżyciem było dla mnie ostatnie przed egzaminem nurkowanie. Wskoczyliśmy do łodzi, ubraliśmy sprzęt i płynęliśmy w jedno z najfajniejszych miejsc na wyspie. Pogoda co prawda nie była idealna, w oddali kłębiły się szare chmury, a do błękitu nieba było daleko. Zadowoleni przygotowaliśmy się i daliśmy nura. Wszystko szło bardzo dobrze, do momentu kiedy master nakazał nam kciukiem w górę, abyśmy się wynurzali – wydawało mi się troszkę za wcześnie. Kiedy tylko podpłynęłam na powierzchnie, wraz z pierwszym świeżym oddechem duża morska fala wpadła mi do ust. W zawrotnym tempie zbliżała się do nas burza!! Niespokojne morze, nieodczuwalne i niewidoczne pod wodą, na powierzchni dawało silnie o sobie znać. Spośród ściany deszczu, która bezlitośnie podchodziła do nas wyłaniały się co jakiś czas błyskawice. Wiatr i prądy morskie nie dawały nam dopłynąć do łodzi tak szybko jakbym chciała. Zanim wdrapaliśmy się na pokład mocny równikowy deszcz dotarł do nas i otoczył nas ze wszystkich stron, nie dając prawie żadnej widoczności. Zmarznięta siedziałam w przeładowanej metalowym, przyciągającym pioruny sprzętem i obserwowałam niespokojne morze, z którego wszyscy rybacy już dawno pouciekali.  
 
Mimo tych nieprzewidzianych okoliczności pogodowych, które mogłyby być dla nas bardzo niebezpieczne*, udało nam się bez problemu i z wielką radością skończyć kurs. Bez wątpienia nurkowanie to jest to co kocham.
 
Polecam – sprawdziłam,
Marta Patyra,
Szczęśliwy nurek Open Water
 
*A co myślałam podczas tego rejsu, wracając powoli do brzegu naprzeciw falom? Byłam pewna, że za chwilę uderzy w nas piorun… i obserwowałam brzeg, który wcale prędko się nie przybliżał, a na nim czekał zmartwiony mój mąż. W obliczu takiego zagrożenia i celu, który widzę, a nie mogę osiągnąć, wzięłam kamerę i nagrałam – jakby to ładnie ująć – coś w rodzaju ostatnich gorących słów. Przysięgam, że kiedy obejrzałam filmik potem w domu, zadowolona, że przetrwałam bez draski te przygody, nie mogłam powstrzymać się  – od chichotu i śmiechu na przemian… ;-) Dobrze jest czasem stanąć na granicy strachu, który prawie paraliżuje, by docenić poczwórnie wszystko co mam.  
 
 
 

 


4 Responses to “Hop daj nura!”

  1. Super, tez zamierzam zrobic kurs :)
    Gdzie to dokładnie było i ile tam kosztuje taki kurs?

  2. Arek pisze:

    Witaj.
    Pdbijam pytanie- nigdy nie nurkowałem a chciałbym bardzo ;-)
    Już za 3 tyg będę na Pamilacan ;-)

    Jaki jest koszt takiego kursu? jakiś kontakt, strona internetowa cokolwiek kto to prowadzi?
    pozdrawiam serdecznie :) Arek

    • Marta pisze:

      Znaleźliśmy kurs na Alona Beach. Wszystko dogadujesz indywidealnie. Z tego co pamiętam kosztował ok. 20 tys. Peso/os. Na miejscu jest mnóstwo szkół nurkowych, warto robić tam, gdzie dostaniesz odpowiedni certyfikat, np. PADI.

  3. Tomasz pisze:

    wspaniała sprawa.

Dodaj komentarz

Current ye@r *