logo

„Savoir-vivre? A co to takiego?”

Parę zabawnych historii musiało nam się przydarzyć, abym mogła bezpośrednio zapytać się naszych filipińskich przyjaciół czy maja jakieś zasady kultury obowiązujące wszystkich, czy nie. 
                Kiedy wybrałam się niedawno do sklepu po krem nawilżający i skonfundowana stałam między półkami zastanawiając się czy wybrać krem przeciwzmarszczkowy czy wybielający podeszła do mnie pani, niewątpliwie z obsługi. Od razu zapytała się grzecznie czy może w czymś pomóc i natychmiast znalazła jakiś lokalny dwa razy droższy specyfik, stanęła przede mną i zaczęła go prezentować:
„wie pani, jest to w pełni naturalny krem, produkowany na Filipinach, mój ulubiony, w środku znajduje się…- na chwilę przerwała, skrzywiła się i…– BEEEeeeee – odbiło jej się naprawdę porządnie i z kamienną twarzą kontynuowała dalej – w środku znajduje się miód, kozie mleko i mango.”
ŁAAAAAAAAAHAHAHHAHAHA – tak właśnie w duchu zareagowałam na to co się wydarzyło, ale nie dałam nic po sobie poznać. Felek, który stał nieopodal i słyszał wszystko, niestety nie mógł się powstrzymać i musieliśmy uciekać odwróceni od zdziwionej sprzedawczyni możliwie jak najszybciej. 
Okazało się, że wcale nie było to wyjątkowe i dziwne zachowanie. Kiedy oprowadzałam tydzień temu turystów i szłam ostatnia pilnując czy nikt się nie zgubi w dżungli, chłopak idący metr przede mną puścił głośnego bąka. Następnie popatrzył się w górę i beknął. Nikogo poza mną to nie zdziwiło.  
- Savoir-vivre? A co to takiego? – odpowiedzieli mi Filipińczycy zapytani przeze mnie po tych wszystkich żenujących sytuacjach o reguły kulturalne pisane lub nie, obowiązujące wszystkich. Podałam wszystkie zastępcze słowa i synonimy. Nic. – no dobrze, a może jakieś reguły przy stole? Od razu też zauważyliśmy, że z jedzeniem też nikt nie ma kompleksów – wszyscy wcinają rękami ryż, ryby, mięso, warzywa, nikt nie używa noża – czasem tylko widelec i łyżkę. Rąk czy brudnych czy czystych używa się do wszystkiego. Często też Filipińczycy jedzą na stojąco, na kucaka, w hamaku, przy stole ale z łokciami rozłożonymi. Mlaskają przy tym jak małe dzieci i co jakiś czas któryś krztusi się ryżem. Równie często zdarza się także u kobiet plucie spod sercaJ. Mężczyźni natomiast sikają dosłownie wszędzie. Ostatnio już się trochę zdenerwowałam na ten zwyczaj, ponieważ zbudowaliśmy sobie prysznic na podwórku o prostej konstrukcji, zasłonięty przed turystami bambusowymi ścianami, z wężem ogrodowym, do którego przymocowaliśmy butelkę z dziurkami – aby choć troszkę poczuć się jak w domu (na Filipinach NIKT nie używa prysznica, wszyscy korzystają z wiadra z wodą i polewaczką). Jest prowizoryczny, ale jest!! Aż tu nagle zauważam jednego pana, potem drugiego… Panowie kierowcy sikają za osłoną do naszego prysznica!!!
 Ale im dłużej tu jestem tym bardziej rozumiem, że te zachowania po prostu trzeba zaakceptować. To nie jest brak kultury, to jest po prostu zupełnie inna tradycja, zupełnie inne zwyczaje i warunki życiowe, zupełnie inne poczucie wstydu i prywatności, zupełnie inna miarodajność czynów. Żyjąc tu musisz przywyknąć, a czasem zrezygnować ze swoich nawyków, aby nie urazić innych. W takich sytuacjach przypomina mi się moja Mama siedząca przy moim łóżku i czytająca mi do poduszki savoir-vivre. Widzisz Mamo, cała nauka poszła w las, a konkretniej – w dżunglę! ;-) 
 
 


Dodaj komentarz

Current ye@r *