logo

Białe marzenia

Pisałam już chyba jak bardzo zaskoczeni byliśmy tym, że na Filipinach, kiedy pierwszy raz poszliśmy nad morze, na najlepszych plażach jakie widziałam, o piasku białym i miękkim jak mąka, z wodą nieprzyzwoicie przejrzystą i błękitną, nie było żadnych ludzi! Co więcej z czasem odkryliśmy, że to nie był przypadek! Na naszej wyspie jest tylko jedna, może dwie plaże oblegane przez obcokrajowców, reszta jest praktycznie pusta. Jak to możliwe  – pytam?! Czy tubylcy tak bardzo już przyzwyczaili się do rajskich widoków,  czy nie cieszą się, że żyją w tak pięknym miejscu??
Otóż nie! Po pierwsze – woda jest wg nich zbyt ciepła na kąpiel w czasie dnia (o mamo, pisząc to zdanie przypomniała mi się temperatura wody w Bałtyku w lecie). Po drugie – Filipińczycy się nie opalają! Nigdy! Wręcz przeciwnie, oni się wybielają na wszystkie możliwe sposoby. Każdy krem w drogerii jest albo przeciwzmarszczkowy wybielający albo nawilżająco wybielający. Szok! Nivea, która wybiela? Garnier i Olay?? Natychmiast nasunęła mi się refleksja – jeśli te znane nam międzynarodowe firmy próbują usatysfakcjonować Filipińczyków produkując kremy wybielające podobno w 7 dni o 2 odcienie skóry, to co nam, Europejczykom wciskają? Czy przeciwzmarszczkowe działają tak samo jak wybielające…? Wchodząc bardziej w temat, zorientowałam się, że nie tylko kremy są wybielające, ale także toniki, mydła, żele pod prysznic i pasty do zębów ;-). Praktycznie wszystko wybiela! To dlatego, że Filipinki nie lubią swojego naturalnego koloru skóry. Już matki uświadamiają swoje dzieci o tym jak powinny według azjatyckiego ideału wyglądać, zabraniając dziewczynkom wychodzić podczas dnia na dwór.  Białe znaczy piękne. Po 3 miesiącach mieszkania tu mogę dzięki temu bez problemu rozpoznać, które dzieci są z bogatego domu, a które muszą pracować razem z rodzicami. Wszystko zdradza kolor skóry.
Ale to co mnie zaciekawiło najbardziej to ich fascynacja długimi nosami. Azjaci z natury są niscy, o malutkiej twarzy i jeszcze mniejszym nosku. Nie rozumiem dlaczego, ale mały nos stał się dla nich niejako kompleksem narodowym. Oprowadzaliśmy niedawno filipińskiego turystę, który jak się okazało później miał dziewczynę polkę. Zdziwiliśmy się bardzo, kiedy wyjął z portfela zdjęcie piersiastej blondynki i powiedział: „spójrzcie jaki piękny i długi nos!”. Co okazało się potem, Filipińczycy bardzo mocno walczą ze swoimi małymi noskami kształtując je – w dosłownym znaczeniu –  od dziecka. Mamuśki (ach te mamy!) 2 razy dziennie wyciągają dziecku możliwie najbardziej nos do przodu, uciskając jednocześnie chrząstkę nosową, aby była jak najbardziej odstająca i długa.
Są pewne cechy w tym narodzie, które sprawiają, że możesz poczuć się tu naprawdę dobrze. Jeśli myślisz o swoim nosie, że jest długi jak Gargamela, przyjedź na Filipiny – będziesz podziwiany. Jeśli myślisz, że nie umiesz śpiewać, poczujesz się znakomicie tu, gdzie ośmieli cię każdy, w każdym barze – tu śpiewa każdy, o każdej porze, niezależnie od umiejętności czy wieku. Jeśli lubisz prawdziwy spokójprzyjedź do jedenastego najbardziej zaludnionego państwa na ziemi, aby doświadczyć znakomitych, czystych i zupełnie pustych plaż… Właśnie z tego powodu filipińska moda na wybielanie po prostu mnie niesamowicie cieszy, dzięki niej delektuje się tym miejscem i uśmiecham pod (długim) nosem. ;-)
 


„SkinWhite” – Jedna z najbardziej popularnych firm komsetycznych na Filipinach 

„Olay – natural white”
„Whitening….”
Garnier tez wybiela! :)
 Nawet tonik wybiela
A takie plaze puste!!! :)))


Dodaj komentarz

Current ye@r *