logo

Wybory

               Wczoraj pierwszy raz mocno się wystraszyłam – wszystko z powodu wyborów! Szliśmy spokojnie ulicą w stronę miasta, gdy zatrzymali nas lokalni – Joe! Gdzie idziecie? Dziś wybory! Niebezpiecznie! Wracajcie do domu, wczoraj była tu strzelanina!
Od kiedy przyjechaliśmy jest o wyborach głośno. Ile plakatów na ulicach, ileż ryczących samochodów z muzyką typu „łupa gangan style” przerobioną na wyborczą, ile imprez, ile nowych dróg, ileż zmian! Wydawało się, że przyszli Majorzy i Konsyliarze zrobią wszystko żeby wygrać i wcale się nie pomyliłam.
Tyle ile doświadczaliśmy kampanii wyborczej tyle zarazem słyszeliśmy o jakiś dziwnych przypadkach agresji związanej z polityką. Każdego dnia w gazetach donoszono o ofiarach zamachów i  morderstw z powodu wyborów. Na szczęście większość filipińskich gazet dostępna jest po angielsku, co ułatwia zrozumienie mentalności politycznej lokalnych. Jeden artykuł zszokował nas najbardziej – jak doniosła filipinska gazeta Inquirer 25 kwietnia w zasadzce została rozstrzelana cała rodzina startującego w wyborach polityka wraz z ochroniarzami: zginęła m.in. jego córka i wnuczka. Sam polityk trafił w ciężkim stanie do szpitala.
Jak to się stało, że polityka wdarła się aż tak mocno w życie ludzi? Jak to możliwe, że jedna partia z ukrycia i w zasadzce zabija inną? Wszystko wyjaśniło się jak zaczęliśmy na poważnie rozmawiać z naszymi miejscowymi przyjaciółmi. Wyjaśniają prosto – jesteś w polityce, to ty, cała twoja rodzina i wszyscy twoi przyjaciele są bogaci. I nie chodzi tu o twoją pensję, ponieważ pensja konsula wynosi ok. 20 tys Peso (ok. 1600 zł) – jeśli masz wpływy, to bezkarnie możesz nimi manipulować w taki sposób, aby przyniosły ci zysk. Jeśli więc jesteś politykiem, to również twój syn będzie w samorządach młodzieżowych, gdzie za uczestnictwo (a w szczególności za przywództwo) dostajesz pieniądze.
Zdziwiły mnie także duże napisy, które niedawno zaczęły pojawiać się na kościołach „kupowanie głosów to nie tylko przestępstwo, to także grzech!”.  Wybory były wczoraj, więc naturalne było dla mnie zapytać się lokalnych, czy ktoś im zapłacił za głos:
- Ile zarobiłaś wczoraj na wyborach? – pytam filipińskiej koleżanki.
- Ja!? Ja dostałam wczoraj 1100p, ale oddałam całość babci, żeby pieniądze były dla całej rodziny.
- A ty kolego? – Kontynuuję wypytywanie.
- Wraz z żoną zgarnąłem 2000p, ale tu obok na hamaku gość dostał powyżej 1000p bo poszedł też do innych partii.
 Wchodzi do chaty kolejna filipinka, zdolna i wykształcona
- Maurice, przyznaj się ile dostałaś?
- Ale to nie jest tak, jak myślisz! – odpowiada śmiejąc się – Oni nie kupują głosów, tylko idą do ludzi, mają na to fundusz i dają każdemu, kto może na nich zagłosować, więc jak nie weźmiesz, to weźmie kto inny, albo nie daj Boże zostawią we własnej kieszeni. Jak żył dziadek to nigdy nie braliśmy, ale w tym roku ja i babcia dostaliśmy od głowy po 500p.
Wszyscy kupują głosy!! Wszyscy sprzedają!! I nie ma co się dziwić, że kiedy korupcja funkcjonuje już tak mocno, to co zakazane staje się normalne. 


Felek i Marta

 
zrodlo: www.jacobimages.com


Dodaj komentarz

Current ye@r *