logo

Walki kogutów

Płacę 50 Peso, otrzymuję bilet wstępu. Przede mną wrota areny otwarte. Za ogrodzeniem, rodem z filmu Mad Max, stoi najprawdziwsza arena, o jakich w Europie już zapomniano. Splot zardzewiałego metalu z deskami tworzącymi ławki. Dookoła unosi się kurz, drewno ugina się pod ciężarem stóp, trybuny lekko się chwieją. Słychać okrzyki, dudnienie, emocje wiszą w powietrzu. Ludzie robią zakłady, kto wygra. W ruch lecą małe fortuny. Tu każdy ma swojego faworyta. Nagle wszystko zamiera. Tłum wyczekuje, skupia wzrok. Rozpoczyna się walka na śmierć i życie.
Tak właśnie wygląda Koloseum w wersji filipińskiej, na której walczą lokalni bohaterowie (często jednego dnia) – koguty. Popularnie nazywane z angielskiego cockfight – czyli walki kogutów – jest to filipiński sport narodowy.  Skala zjawiska jest ogromna, tu każdy ma koguta, którego szkoli do krwawej coniedzielnej walki. Prosty test jak zgadnąć, że znajdujesz się na Filipinach: zamknij oczy i słuchaj. Czy to dzień, czy środek nocy, na pewno usłyszysz pianie koguta.
 
Wróćmy na arenę. Wchodzę, znajduję swoje miejsce. Na środku leży kupa pierzu i martwy kogut. W międzyczasie przysiada się Filipińczyk, widać że szykuje się do rozmowy, więc zagajam.
- Cześć Amigo!
- Hej Joe – tu każdy biały jest Joe, w domyśle Amerykanin – podobają Ci się walki?
- Jeszcze nie wiem. To pierwszy raz kiedy tu jestem, walki jeszcze nie widziałem, a ty lubisz?
- Jasne, że tak. Przychodzę tu zawsze kiedy mogę. Tu nie chodzi tylko o walkę, w grę wchodzą pieniądze, często tysiące Peso. Oprócz hazardu, sam chyba czujesz emocje zbiorowe.
W między czasie pierz i martwy przegrany zostaje zmieciony z podłogi. Wchodzą dwie kolejne osoby ze swoimi kogutami. Zajmują pozycje, jeden z trenerów zasłania szyje swojego koguta, aby ten drugi mógł go dziabnąć. Potem następuje zmiana.
- Ta część nazywa się boxing – wtrąca znajomy – robią to, aby koguty były agresywne w walce.
 
Sędzia coś wykrzykuje i następuje najgłośniejszy moment. Wszyscy wstają, każdy rzuca swoją ofertę zakładu i dogaduje się z drugim za pomocą okrzyków i rąk co do stawki. Trwa to parę minut. W między czasie koguty trzymane są za ogony i napuszczane na siebie, ale do walki jeszcze nie dochodzi. Zakłady ustają, błyska stal. Sędzia ściąga osłony z ostrza przywiązanego do nogi. Ostrza są wielkości takich jak od małej kosiarki, ale na tyle duże, że swobodnie chodzący kogut sam się o nie potyka. Amigo, sam przyznaje że nie wie jakiej są długości, ustalają to reguły. Dodaje tylko z uśmiechem: można się nimi golić.
 
Walk widziałem paręnaście. Zazwyczaj wzajemne dożynanie się trwa parę minut, ale dane mi było zobaczyć taką, która trwa parę sekund. Po wstępnym czajeniu się, jeden z kogutów wyskoczył i jednym cięciem podciął szyję drugiego. Pod cieśnieniem wytrysnęła krew na ring. Szybko wchłoną ją piach. Widownia była pod wrażeniem.
- O kurcze! Wy  je jakoś specjalnie trenujecie? Jak powinna wyglądać dobra walka?
Odpowiada: na arenie są światła i wrzaski. Normalnie kogut gapiłby się w jarzeniówkę i przegrałby, ale my w nocy zostawiamy go z włączonym światłem, dodatkowo hałas jaki wydaje tłum nagrywamy na kasetę i puszczamy. Wtedy nie czuje strachu. Co do walki: istotna jest ilość podskoków i praca nóg, aby z góry ciąć brzytwą jak najmocniej i jak najczęściej. Dobrze wytrenowany w takim momencie rozpłaszcza się na ziemi i nie otrzymuje cięcia. W domu nakładamy im rękawiczki i w taki sposób uczą się techniki i agresji.
- A jak długo żyją te koguty, które zwyciężają? – pytam.
- Zazwyczaj używane są jednorazowo, ale zdarza się, ze któryś wygra walkę bez rany. Wtedy właściciel pozwala na kolejne starcie. Raczej żaden dnia nie przeżyje… Aha, nie myśl sobie, że to zwykłe koguty – dodaje po chwili – te filipińskie nie dałyby rady – my ściągamy je z ameryki. Tam są lepsze odmiany. Kosztują około 300 Peso (24 zł), ale zdarzają się także dziesięć razy droższe.
 
Gdy koguty przestają się bić, podobnie jak u bokserów, rozdziela je sędzia. Podnosi koguty za kark, przybliża nosy, gdy jest dziobnięcie sędzia opuszcza je i dalej walczą. Jednak nie każdy po nokaucie wstaje na deski. Tak samo ptak, jeśli za trzecim razem nie wstanie na nogi, po 3 sekundzie przegrywa.
Przypominają mi się słowa tych, co na walki nie chodzą – bo i tacy się zdarzają. O tym, że te koguty biorą specjalne witaminy, paszę i czasami do walki dostają leki przeciwbólowe wiadomo, lecz zdarza się też, że są naćpane popularnie zwanym narkotykiem cebu. Podobno niektóre nie są w stanie stać na własnych nogach jeszcze przed walką.
 
Kolejna walka dochodzi do końca, a piach znowu nasyca się krwią ptaków.
Żywot każdego koguta prędzej czy później kończy się tak samo. Ten kto zwycięża zabiera przegranego koguta, który kończy w garnku. Tak świętuje się tutaj wspólnie z rodziną zwycięstwo niedzielnej nocy.
Felek
 

 

 


Dodaj komentarz

Current ye@r *