logo

Bambusowe łóżko – jak marzenie!

Zbudowanie łóżka mieliśmy w planach już od pierwszego dnia. Nie bardzo wyobrażałam sobie jak ono może wyglądać, jednak gdy poprosiliśmy o pomoc naszych tutejszych doświadczonych w bojach w dżungli przyjaciół,  od razu z uśmiechem pod nosem wykrzyknęli jednym głosem: bambusowe łóżko!! Przede wszystkim od razu muszę wytłumaczyć, że dla nich takie łóżko to nie jest nic wyjątkowego. Jak tutejsze dzieci zdążyły mi potem przekazać z uśmiechem, bambusowe łóżko robi się wtedy, kiedy chce się mieć dzieci. Nic dziwnego więc, że nasza wyprawa po bambus i etapy montażu przyciągnęły tyle zainteresowanych.
Czekaliśmy tylko aż Carlito, tutejszy Indianin powie, kiedy będzie dobry czas na wyruszenie po bambus. Nie bardzo rozumiałam dlaczego mamy iść na jakąś „wyprawę”- przecież bambus rośnie wszędzie, dookoła naszego domu! W tym dniu Carlito kazał nam się ubrać w zakryte buty, długie spodnie i bluzę. Hmm… bezpiecznie, ale i nieziemsko gorąco! 35 stopni w cieniu, a każdy ruch wywołuje kolejną kropelkę potu na czole. Przygotowani, przestrzeżeni przez Filipińską Kobrą i ogromnymi plującymi pająkami ruszyliśmy znaną nam ścieżką w las. Nie trwało to jednak długo, gdyż po 15 minutach Carlito zboczył z głównej ścieżki, wchodząc w dziką część. Aby dobrze zrozumieć, co znaczy w dżungli zboczyć z głównej ścieżki należy sobie wyobrazić ścianę roślin, bez żadnej przerwy czy prześwitu. Tutaj wszystkie rośliny walczą ze sobą, aby mieć jak najwięcej światła. Nic dziwnego więc, że we wszystkich partiach dżungli jest tak gęsto. Carlito jako pierwszy z maczetą toruje nam drogę, potem Nerz, my, Loloi, a na samym końcu pies Carlita oczekujący małych. Na każdym krok czułam jakby jakaś z roślin mnie zaczepiała, drapała, wbijała we mnie swe kolce lub podstawiała specjalnie dla mnie liany pod nogi. Nasza droga ciągnie się w górę i w dół… Dżungla dookoła, pod nogami, po bokach, nad głową… Słońca prawie nie widać, a my przestaliśmy już zauważać, że strugi potu z nas po prostu ciekną. I idziemy, idziemy, idziemy… Aż tu nagle… światło wpada w oczy, mrużymy, schodzimy z górki i przed nami rozprzestrzenia się polana, a po środku niej: skupisko ogromnych bambusów, które z daleka wyglądają jak jedno wielkie drzewo. W radości podchodzimy, Narz szybko znajduje małą bambusową słomkę i maczetą tnie kawałek większego bambusa. Ze środka bucha woda – czysta, krystaliczna, zawsze świeża i zdrowa. Niesamowite prawda? Kiedyś używano jej także do obmywania ran – bambus ma właściwości antybakteryjne, nie czepiają się go grzyby i pleśnie. Każdy z nas próbuje i każdego zachwyca, w szczególności, że jest chłodna. Wycinamy cały pień, dzielimy go na cztery kawałki,  z drzew zwijamy małe żywe liany, które służą nam za sznurek. Bardzo zadowoleni wróciliśmy do domu. Cały następny dzień upłyną nam na konstrukcji, mierzeniu, ciosaniu, suszeniu. Jednego tylko nie udało na się przekazać: potrzebujemy łóżka większego w szerokości niż 100 cm!! Carlito, nasz znawca- Indianin (który mierzy ok. 155 cm), absolutnie nie dał się przekonać, pewny swojego zdania, argumentował, że on z małżonką ma o wiele mniejsze.

 

Cóż nie ma co ukrywać, że tym razem wzajemne zrozumienie spaliło na panewce: nasze łóżko ma szerokość 100 cm, a długość 270. Mimo tego, że ledwo się na nim mieścimy śpi się rewelacyjnie. Nie wiem jak to sie stalo ;-)
 

 
 


Dodaj komentarz

Current ye@r *