logo

Welcome in the Jungle!!!

 W tropikach wszędzie pcha się życia pod postacią fauny i flory. Wegetacja jest tu parę razy w roku, a przeciętnemu bananowcu, aby osiągnąć 2 metry i dać pierwsze owoce zajmuje to tylko 8 miesięcy, więc tam, gdzie kończy się asfalt zaczyna się przyroda nieustannie walcząca z cywilizacją. Aby zrozumieć czym jest dżungla, trzeba sobie wyobrazić nasz europejski las, tylko że z trzy-cztery razy większą ilością roślin na metr kwadratowy w każdym piętrze roślinnym. Podobnie jak mnogość roślin na ten jeden metr przypada też więcej owoców i zwierząt. Stąd można mieć wrażenie, że co krok znajdujemy tu coś do jedzenia: są tu kokosy, banany, liczi i inne jeszcze nie znane w Europie owoce. Dżungla karmi.
                Co do zwierzą: za dnia są trudne do zauważenia (podobnie jak pracujący Filipińczycy) – uznajmy to za ich sjestę w stałym gorącym klimacie 30-35 stopni, co nawet jest odrobinę zrozumiałe. Ale gdy zapada zmrok… Proszę Państwa, kto z nas spał w lesie ten wie, że ciągle wydaje nam się, że coś się rusza. Bez wątpienia dżungla to istne centrum handlowe, od którego odgłosów aż boli głowa. Najbardziej rozrabiają potężne ropuchy. Ich rechot brzmi jak solidne uderzenie łupinek kokosa o siebie (co z resztą lokalni robią w swoich tańcach). Ten koncert trwa do białego rana. Zaraz za ropuchą są gekony. Naszym stałym sąsiadem jest jeden z nich o wielkości małego łokcia, zazwyczaj zwisający z sufitu. Cieszę się, że jest z nami. Na jego widok każda biała dama przypomina sobie po co jest mężczyzna! Od razu, często w podskokach przybiega i przytula się prosząc żeby coś z tym zrobić. Potem trzeba ją jeszcze utulać do snu ;-). Gekon hałasuje i to całkiem nieźle. Jego nogi nie są przyzwyczajone do tynku, dachówki oraz szkła, każdym z nich wydaje inny dźwięk, trochę jak skradający się człowiek, co powoduje natychmiastową pobudkę i podejrzenie, że do naszej samotnej, w środku dżungli chaty, ktoś się skrada – o cholera! Nasłuchuję więc ja i grająca twardą piękna. Trzeba klatę wypiąć i wziąć latarkę: teraz ja się skradam, a gekon pewnie na mnie patrzy i ma niezły ubaw. Obchodzę dom, w końcu latarkę kieruję na sufit i jest nasz przyjaciel! Wracam do łóżka i słyszę zadowolenie z tego co zrobiłem z ust żony. Gekon zapewne polował na mrówki, których tutaj nie brakuje. Wewnątrz domu są małe i czarne. Duże natomiast to podglądacze: nie wiadomo czemu spotykam je co wieczór na klozecie coś zajadające, nie dość że są obleśne to jeszcze sprośne – ich ulubiona toalet to damska. Tak jest, zgadza się – nocą sam chodzę do damskiej, bo i czystsza, to i spłuczka jest i deska klozetowa, a jak to w męskiej tych wygód nie ma. Są u nas jeszcze karaluchy, które po zgnieceniu chrupią jak czipsy. Z tego miejsca chcę pozdrowić Owieczkę ;-) (bynajmniej nie jest to kolejne zwierzę w naszym domu). W nocy są też świetliki, które nadają dżungli czaru i romantyzmu. Gdy na niebie pojawia się purpura, a powoli stają w słońcu okoliczne wzgórza, to znak, że za godzinę zwierzęta pójdą spać, a wtedy wstaje człowiek.
 
Felek 
fot. Marta Patyra, Skorup
 

 


Dodaj komentarz

Current ye@r *