logo

O kurcze! Pierwsze wrazenia

Jest pięęęęęęknie! Dopóki tu nie przyjechałam, byłam pewna, że te wszystkie piękne obrazki z biur podróży pokazujące białe plaże, przejrzystą wodę do 30 metrów od plaży w stronę morza i skaczące delfiny to zwykły pic na wodę: fotomontaż! A tu SZOK! Przyjeżdżamy i moja ręka nie odrywa się ani przez chwilę od aparatu. Podróżowałam w wiele miejsc na świecie, ale Filipiny absolutnie mnie zachwyciły swoją prostotą, idealną, piękną naturą i widokami dosłownie jak w raju. 
Równie zachwycający są sami Filipińczycy, ale o nich później.
Nasza podróż była naprawdę długa: najpierw lecieliśmy 5,5 h do Dubaju, przerwa i potem 8 h. Bardzo zmęczeni dolecieliśmy do Manili. Wysiadamy na lotnisku i przez chwilę byłam pewna, że tam wysiadła klimatyzacja, ponieważ nagle zrobiło się naprawdę bardzo gorąco i wilgotno. Słońce mocno prażyło przez szyby, poszliśmy po bagaże, wyszliśmy z lotniska i wtedy przekonałam się, że na lotnisku klimatyzacja działała BARDZO dobrze: na dworze temperatura sięgała spokojnie 33 stopni, a stężenie wilgoci w powietrzu przedzierało się przez płuca, dając wrażenie sauny. To bardzo dobre określenie na tutejszą pogodę.
Trasa po mieście, w którym żyje 11 mln ludzi była trochę przerażająca: z jednej strony ogromne wieżowce, parki handlowe i piękne samochody, z drugiej zaś okropne slamsy i bardzo biedni ludzie. Już w samolocie zauważyliśmy, że Filipińczycy robią wrażenie bardzo biednych. Jest to zupełnie inny rodzaj biedy niż u nas, raczej nie wynikający z niedbalstwa tylko z braku większych potrzeb życiowych. To nie jest naród, który dąży do bogactwa, ciągłego wspinania się po drabinie sukcesu, jest to naród, który zaspokajając swoje główne potrzeby życiowe jak jedzenie, troszkę pieniędzy, trochę edukacji zaspokaja zarazem wszelkie inne.
Tyle z mojego opisu Manili, ponieważ przyjechaliśmy tam ok godz. 18, a wyruszyliśmy na kolejny samolot już o 3 w nocy.
Bohol, na którego przylecieliśmy tuż po wschodzie słońca okazał się być przepięknym miejscem!! Bardzo się cieszymy, że będziemy tu całe pół roku. Klimat i temperatura jest tu troszkę łagodniejsza, są piękne okolice i niesamowita przyroda.
Pierwsze zaskoczenia: nie widziałam jeszcze ani jednego wyższego ode mnie mężczyzny (choć mój wzrost jest całkiem normalny jak na Polkę ok. 167 cm. Na dworze jest MEGA gorąco, duszno, upalnie i wilgotno. Za chłopakami cały czas oglądają się Filipinki, w każdym miejscu dosłownie, totalny chaos na ulicach miast, okropne slamsy, banany i kokosy rosnące na każdej ulicy, więcej jest tu też trycyklów niż samochodów osobowych, nie ma „normalnej” komunikacji miejskiej, są tu tylko amerykańskie jeepy pomalowane na tysiąc kolorów. Na ulicach nie da się nie zauważyć, że praktycznie całe społeczeństwo jest katolickie, katolickie ale w zupełnie innym znaczeniu niż w Polsce. O tym również później ;-)  
Marta
fot. MP
 
 


Dodaj komentarz

Current ye@r *